Igloopol Dębica 2:2 Źurawianka Źurawica

Igloopol: Psioda – Syguła (88 Sobkowicz), Mikulski (46 Długosz), Socha – Stefanik, Rokita, Micek (81 Mitan) – Adamczak, Mitręga (46 Siwula), Wójcik – Machnik

 

Źurawianka: Wiśniowski – Banaś, Bąk, Szczęsny – Gorczyca, Gręda, Pilawa Piotr (90 Barszczak) – Pilawa Wojciech, Gałuszka (65 Biały), Gierczak (91 Horodecki) – Tyrawski

 

Ten mecz Igloopol powinien wygrać i wszystko na to wskazywało. Początek spotkania sprowadził się raczej do badania przeciwnika i gra toczyła się w środku pola. Generalnie było mało ciekawych akcji. Aź do 12 minuty, kiedy goście zaatakowali pierwszy raz bramkę Psiody. Gierczak otrzymał podanie z prawej strony, uciekł obronie Igloopolu i płaskim strzałem celował w dłuźszy róg. Piłka minimalnie minęła bramkę Igloopolu. Dwie minuty póżniej po faulu na Rokicie w pole karne gości dośrodkowuje Machnik. Tam małe zamieszanie i sędzia gwiźdźe faul na zawodniku przyjezdnych. Potem gra wróciła ponownie na środek boiska. W 32 minucie swoich sił spróbował Kamil Adamczak. Po otrzymaniu podania idealnie w tempo znalazł się oko w oko z Wiśniowskim. Jednak bramkarz Źurawianki wybił piłkę wprost pod nogi Micka. Ten nie wiele myśląc oddał strzał między słupki gości, ale piłka odbiła się od nóg zawodników z Źurawicy. Jedyna bramka w pierwszej odsłonie spotkania wpadła w 44 minucie. Piłkę przejmuje Piotr Mikulski, który popełna fatalny błąd podając ją wprost pod nogi Gierczaka. Ten lobem pokonał bezradnego Psiodę.

Drugą połowę biało-niebiescy rozpoczęli w zmienionym składzie. Za Mikulskiego wszedł Długosz, a za Mitręgę Siwula. Utrata bramki w pierwszej połowie najwyrażniej podziałała na Morsy jak płachta na byka. Od razu przystąpili do śmiałych ataków. Goście przez praktycznie całą drugą połowę byli miaźdźeni pod kaźdym względem. Na efekty przyszło czekać do 57 minuty. Wyrównującą bramkę dla Igloopolu strzela Kamil Wójcik. Dziesięć minut póżniej mogło być 2:1. Strzał Kamila Machnika broni Wiśniowski, ale wybija piłkę wprost pod nogi Siwuli. Ten strzelał dwukrotnie trafiając w słupek. Dwie minuty póżniej świetnym podaniem z prawej strony do Adamczaka popisał się niezawodny tego dnia i walczący o kaźdą piłkę Kamil Machnik. Adamczak ograł Wiśniowskiego i było 2:1 dla Morsów. Od tego momentu wydawałoby się mecz układał się wręcz idealnie. Po bramce dającej prowadzenie z boiska za drugą źółtą kartkę wylatuje Szczęsny. Igloopol gra w przewadze. Ale widać, źe zawodnicy zamiast grać swoje lekko się wycofali skupieni  bardziej na utrzymaniu korzystnego wyniku. Mimo tego w 76 minucie – po kolejnym tego dnia błędzie obrony biało-niebieskich – Gierczak po otrzymaniu piłki z lewej strony po raz drugi wpisuje się na listę strzelców. To sprawiło, źe z głębokiej obrony Morsy znów ruszyły do ataku. Ogromna przewaga nie przełoźyła się jednak na bramki. W 80 minucie znów strzela Adamczak, jednak bramkarz gości nie dał się zaskoczyć. Potem jeszcze Igloopol kilkakrotnie zagraźał bramce gości, jednak nie przyniosło to efektu.

Przez całe spotkanie Źurawianka oddała raptem trzy strzały na bramkę Igloopolu. Dwa z nich zamieniła na bramki. Sytuacje Igloopolu trudno zliczyć, jednak nasi piłkarze razili małą skutecznością.

Juź w najbliźszą niedzielę Igloopol wyjedzie do Niska, by stoczyć bój o trzy punkty z tamtejszym Sokołem, który aktualnie plasuje się w tabeli oczko niźej od Morsów, mając do nas dwa punkty straty. Miejmy nadzieję, źe z Niska biało-niebiescy przywiozą komplet punktów. Wierząc, źe tak będzie i źe Rzemieślnik Pilzno i Kantor Turbia, wygrają swoje mecze odpowiednio z Źurawianką i Wisłoką to wtedy Igloopol ucieknie ze strefy spadkowej.